RSS
niedziela, 11 sierpnia 2013

dawno nic nie napisałam. kolejne tłumaczenia: #praca, #przeprowadzka, #totalny burdel w głowie. 

 

wracając od rodziców do siebie pomyślałam: hej. dlaczego czegoś nie wysmarować? 

nawet nie wiem czy będzie temat.

 

choć nie palę, wyciągnęłam z torebki black devile o smaku czekoladowym, które jakiś rok temu polecił mi K. później był dylemat: piwo czy johny walker. sorry, jasiek. wzięłam laptopa, usiadłam na balkonowym schodku, et voila! oto jestem. 

 

i jak tak patrzę przed siebie i widzę po raz milionowy (a mieszkam tu od miesiąca) sąsiada z bloku vis a vis mojego z gołą klatą pełną sadła, który znowu zerka w moją stronę. mam ochotę znowu pokazać mu fakersa. ostatnio się speszył, ale tak perfidnie gapił się jak ćwiczę, że nie wytrzymałam. a rolet w oknach w salonie jeszcze nie mam. 

 

i taki mój sąsiad. nazwijmy go... pieszczotliwie hobbitem. spędza całe dnie na tym pieprzonym balkonie, gapiąc się na cudze życie. panie, nie lepiej byłoby w tv? to jakiś nowy rodzaj straży sąsiedzkiej w wyciągniętych majtasach? (mam nadzieję, że nago nie stoi). 

tak czasem zastanawiam się, nad czym on tam rozmyśla. marzy, że gdzieś w świecie jest jakaś księżniczka, bo małżeństwo nieudane? a może zastanawia się, co byłoby gdyby został w wojsku 40 lat temu? (o, założył t-shirt - chyba go uszy pieką). a może to po prostu stary zboczeniec?

 

słyszałam ostatnio anegdotę. dziewoja wracała do domu, natknęła się na mężczyznę. gadka szmatka. jegomość pyta, czy to ona mieszka w tym i tym bloku. na co ona, że tak. pyta czy to i to piętro. dziewczyna - zaniepokojona - że owszem. po czym koleś wypalił jak z armaty "ładnie pani wygląda w staniku". 

 

co z prywatnością? nie ma jej w ogóle? czy sensem naszego życia jest obserwować innych? choćby blogi... czym są (w większości) jak nie poznawaniem czyjegoś życia, podglądaniem przez dziurkę od klucza? wścibskość, samotność, tęsknota? czego szukamy wpatrując się uporczywie w czyjeś okna?

 

umówiłam się z kolegą - A. żeby wpadł na dzień czy kilka dni. wstępnie weekend. mamy mu poszukać koszuli na wesele, na którym będzie towarzyszył mi zamiast PP. i wczoraj, będąc lekko na rauszu usłyszałam (parafrazując): że nie wie co z tym przyjazdem, bo w czwartek kumpel A wpada do wrocka, a w piątek kumpel B. To może we wtorek, albo w środę do ZG? odpowiedziałam, że jeśli nie ma czasu, czy jest zajęty - luz. nie musi, nie będę strzelała fochów. to odpowiedział "ale ty byłaś pierwsza." na co ja "to dlaczego przestawiasz mnie jakbym była ostatnią?".

 

z PP dalej za za przeproszeniem chuja nie wiem co. jesteśmy oboje zdrowo pojebani. ale powiedziałam mu: "w przyszłym tyg. A. do mnie wpada. mamy wybrać mu koszulę, bo idzie ze mną na ślub, a nie ma ani brązowej ani czarnej." na co PP i za cholerę nie wiem czy to życzliwość czy zazdrość pt.:"zrobię wszystko byle nie przyjezdzał". odpowiedział, że on może pożyczyć A koszulę. zapytałam jakim cudem, wszak nie ma go w kraju, na co on, że wyślę kurierem. ja na to: "ale A. jest niższy od ciebie, drobniejszy. to nie będzie pasować". na co PP: "skróci sobie". 

 

nie wiem ani o co mu chodzi, ani czego chce. dawno nie rozmawialiśmy szczerze, o wszystkim twarzą w twarz. a chciałam. 

 

z radośniejszych wieści. z powodzeniem prowadzę stronę z moją przyjaciółką, M. nawiamy tam o makijażach, kosmetykach, charakteryzacji... czyli cała pasja w pigułce. stronę znajdziecie tu  Nazwałyśmy ją powierzchownie.pl :) 

niedziela, 24 lutego 2013

drapie mnie od środka jakiś brudny paznokieć dezorientacji.

 

upierdliwiec.

 

 

 

A.

 

anathema na dziś

czwartek, 14 lutego 2013

dziś. dziewczyny, kobiety, chłopcy, mężczyźni!

 

przyłączcie się i pokażcie swój sprzeciw.

 

spot kampanii

 

piosenka promująca

 

 

20 polskich miast, prawie 200 krajów całego świata i miliony kobiet, które codzienne padają ofiarą przemocy liczą na was! :)

piątek, 11 stycznia 2013

maraton taneczny. 5 godzin szczęścia w mięśniach. mam nowe zajęcia do dopisania w kalendarzu: chair dance. wyszłam pełna energii i siły. miałam ochotę iść jeszcze potańczyć.

 

wszystko jednak się zjebawszy. tęsknię. mija 8. uwaga, moment rozżalenia: dlaczego to, że zależy mi na dupku, który prawdopodobnie ma to w dupie, hamuje mnie przed randkami z innymi? jak do tej pory jestem jednak twarda i jak kuba bogu (tak bóg kubańczykom) też milczę. małpa widzi, małpa robi (ale aż mnie skręca).

 

mieszkanie wciąż w fazie remontów. przeprowadzane są z doskoku i to męczy. Raz byli w październiku, raz w listopadzie i raz w grudniu. teraz idą jutro. na szczęście widać koniec. szpachlowanie kuchni, łazienka i można malować oraz kłaść podłogi. wujek powiedział, że to 5 dni roboty. tylko pytanie ile moja cudowna, darmowa ekipa będzie robiła to 5 dni...

 

ogólnie nastrój na smęcenie. chyba jakaś deprecha przeplatana stanami maniakalnymi mnie dopadła. obiecuję się ogarnąć.

 

a wiecie co? walić to. myję głowę, zakładam szpilki i idę na imprezę! ileż można siedzieć i gapić się w ekran myśląc "napiszdomnienapiszdomnienapiszdomnienapiszdomnienapiszdomnienapiszdomnienapiszdomnienapiszdomnie"? 

 

z dobrych (a zaraz porytych) wieści. mam kilku "adoratorów". to miłe, miłe. przynajmniej samoocena mi nie spada. ha!

 

i coś na uśmiech. profesjonalne studio fotograficzne zaprasza

 

iiii jeszcze coś, co sprawia, że się uśmiecham

 

 

a.

wtorek, 06 listopada 2012

i nadchodzi chwila, gdy masz ochotę pierdolnąć tym wszystkim.

 

wchodzisz do windy, wciskasz się w kąt i prosisz tego z góry żeby nigdy nie przestała jechać.

 

a.

piątek, 05 października 2012

ponoć nią jestem. a pal licho. mogę być. oficjalnie. ważne, że jest dobrze. tfu tfu. oj, przepraszam za oplucie monitora.

 

chyba PP i ja znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie. stanęliśmy twarzą w twarz i bardzo mi się ta perspektywa podoba. jemu ponoć też. wrodzony sceptycyzm jednak każe mi nadal uważać. za dużo myślę, sporo rzeczy sobie wkręcam, ale uważam żeby nie dostać bzika i nie zepsuć wszystkiego. wkręcam sobie np. że na pewno mu się zaraz odwidzi, przejdzie. trochę (trochę? kurwa, bardzo!) się boję. wiesz, że dostanę po dupie.

 

nie będę pisać, że duuuużo przeszłam, bo każdy przeszedł swoje. każdy ma swoją walizkę, którą gdzieś tam za sobą wlecze. do wafla! jest dobrze i tak ma być. jeśli coś się zmieni, to tylko na lepsze. o!

 

uwaga - jednorożec będzie rzygał tęczą.

 

uwielbiam to jak na mnie patrzy, jak przytula. uwielbiam mieć go obok. i wiem, że potrafi się mną opiekować i dbać - a to bardzo ważne. oczywiście w twarz mu nie mówię, że "uwielbiam" tylko "lubię". wiem, wiem. logiczna jestem.

 

ledwo się powstrzymuję żeby się nie zakochać do końca. bo, gdy poczułam to ciepło, zapragnęłam puścić lejce i niech się dzieje, co chce. ale rozum podpowiada: nu nu nu - ostrożnie. muszę poczuć się bezpieczna na jeszcze jednej płaszczyźnie. a właściwie na dwóch. po pierwsze, że jest słowny i jak powie, tak zrobi. po drugie, że zawsze mogę na nim polegać. pozornie wydaje się to to samo, a jednak to co innego.

 

ale chcę go tu. na stałe. ajem hepi.

 

i żeby nie było: jednorożec

 

 

a.

poniedziałek, 17 września 2012

ze mnie straszna, okropna, masakryczna. obiecywałam, że nie będę zaniedbywać i znowu to robię.

 

i znowu praca, treningi, mieszkanie, wieczorami, książka, rachunki. liczenie jak powiązać koniec z końcem.

 

luz.

 

brodka mi chodzi po głowie. naiwno-sentymentalne "obok jesteś wciąż i nie ma cię. nie potrafisz wprost nie kochać mnie". o. może teraz się odczepi.

 

przyznam się, że o tym wpisie rozmyślałam już od jakiegoś czasu i... usiadłam, zalogowałam się... piszę, piszę i nie wiem od czego zacząć/kontynuować.

 

w mojej własnej, prywatnej, osobistej rezydencji jeszcze nie mieszkam, ale remont POWOLI brnie.

był urlop. siedziałam w domu. książki, joga, spacery, basen, treningi, lody w san remo i... rodzina zawsze w domu. nic nie odpoczęłam.

 

dobra. dosyć malkontenctwa.

 

pod koniec sierpnia było też szkolenie. z pracy. w górach. konkretnie (jak to określił pewien A.) Bukva City (czyt. Bukowina Tatrzańska). długa droga na południe naszego pięknego kraju upłynęła pod znakiem próby zaśnięcia przy polskim pseudo hip-hopie. dodatkowo musiałam robić za KOwca i podtrzymywać jakąś sensowną rozmowę. ciężko było. w końcu na zakopiance zrobiło się już cicho na amen w aucie. po jakimś czasie jeden z towarzyszy niedoli powiedział tylko "łooo ile tu kościołów!" i niecnie zaśmiałam się w duchu, co by nie wywoływać konfliktu. dotarliśmy. zmyłam się najszybciej jak mogłam i ruszyłam na polowanie na pokój. okazało się bowiem, że mam dzielić ją z panią A. a chciałam z panią S. Pani S i ja jesteśmy ekipą od problemów z rurami. pękła rura  zalewa ci mieszkanie? wezwij nas! udało się. po drobnym przetasowaniu i kilku uśmiechach. fajnie było zobaczyć się z niektórymi ludkami z roboty. ostatni raz widzieliśmy się rok temu. było dużo śmiechu, zabawy, trochę spacerów i rozmów. fajnie. z 3 osoby poznałam bliżej i podoba mi się ten obraz. była nas ponad setka tam, ale nie lubię siedzieć w tłumie i rozmawiać ze wszystkimi i z nikim zarazem. szkoda tylko, że noce były takie krótkie i w niedzielę rano trzeba było wrócić do domu.

 

a! wspólnie z Panem P. wypełniliśmy ankietę dotyczącą hotelu. niach niach. zUooooo! ciekawe czy potraktowali ją poważnie...

 

o. i niech to będzie na tyle w tej chwili.

 

 

A.

niedziela, 22 lipca 2012

spadł z serca.

 

lżej o jakieś 387kg.

 

chociaż z nerwów rozdarłam "niezniszczalną", plastikową opaskę akredytacyjną na rękę. ;x

 

jestem mega.

 

i się uśmiecham.

 

trzymajcie kciuki.

 

 

A.

czwartek, 19 lipca 2012

 

 

a co jeśli to ja? może mnie nie rozpoznałeś. a co jeśli to ja dźwigam sens którego łakniesz? zagłusza mnie znów miejski gwar - czytaj z ust. a co jeśli to mnie wyglądałeś?

 

 

chodzimipołbie.

 

a.

to słowo chyba najlepiej oddaje mój obecny stan.

 

najpierw dzwonił i przepraszał, że się nie odzywał ostatnio.

 

po czym przestał się znowu odzywać.

 

biję się sama ze sobą. wkurzam się na siebie. nie mam zamiaru się narzucać. ale coś mnie skręca i mi smutno. i wkurzam się na to, że skręca i, że smutno. bo przecież no.. jak?

 

rozum mejdej. mejdej.

 

myślałam, że jak wróci to się odezwie i porozmawiamy. jednak ewidentnie ma mnie gdzieś. tak z zachowania wynika. cóż.

 

nie pozostaje nic innego jak jeszcze trochę się na siebie powkurzać, że z "lubię" zrobiło się "bardzo lubię". teraz jest raczej "o kurwa. chyba za bardzo polubiłam".

 

luzujemy łydkę moi państwo.

 

będzie chciał to sobie przypomni. może wtedy schowam dumę (znowu) do kieszeni.

 

ponoć nie jest dobrze tak się nią unosić.

 

A.

 

aktualizejszyn:

 

i w brzuchu mnie kręci. i serce mam w gardle. ciulowo się czuję. nie za bardzo wiem co myśleć. muszę porozmawiać. a to będzie trudna rozmowa. o ile w ogóle będzie.

 
1 , 2 , 3 , 4